piątek, 22 września 2017

Calzone

Calzone - potrawa kuchni włoskiej. Pizza w kształcie pieroga, wypełniona nadzieniem. Klasycznie, w środku powinno znajdować się to, co na pizzy - mozzarella, sos pomidorowy i bazylia. Ja jednak, brutalnie pisząc, wykorzystałam to, co zalegało w lodówce. I nie żałuję. Wyszło pyszne.
 



Calzone: 

225g mąki typ (550)
4g suchych drożdży
3 łyżki oliwy z oliwek
125ml letniego mleka (może być też letnia przegotowana woda)
Szczypta soli

Farsz:

150g serka typu feta
400g świeżych liści szpinaku
3 ząbki czosnku
Sól, pieprz
1 jajko


Mąkę pszenną przesiewamy przez sito i mieszamy z suchymi drożdżami i szczyptą soli. Dodajemy resztę składników. Wyrabiamy jednolite i elastyczne ciasto, formujemy z niego kulkę i obtaczamy w mące. Odstawiamy w ciepłe miejsce, przykryte ręcznikiem kuchennym i czekamy aż wyrośnie (ok. 1 godzinę).
W międzyczasie na patelni rozgrzewamy olej. Podsmażamy na nim wcześniej umyty i osuszony szpinak i smażymy, aż "zwiędnie". Przeciskamy przez praskę ząbki czosnku i smażymy jeszcze chwilę. Doprawiamy pieprzem, zdejmujemy szpinak z ognia i odstawiamy do wystygnięcia. Kiedy szpinak się przestudzi, mieszamy go z rozkruszoną fetą i jajkiem.
Wyrośnięte ciasto drożdżowe dzielimy na porcje i wałkujemy na okrągłe placki o średnicy ok.30 cm. Nakładamy farsz na połowę placka z ciasta drożdżowego i zamykamy je, sklejamy na brzegach w kształt pieroga. Pieroga smarujemy rozbełtanym żółtkiem i umieszczamy na papierze do pieczenia. Pieczemy w temperaturze 200 stopni przez ok.20-25 minut. Ta wersja calzone najlepiej smakuje mi z sosem jogurtowym, który robię dodając do niego koperku, pieprzu i soku z cytryny. Równie dobrze sprawdzi się też klasyczny, pomidorowy. Smacznego!

poniedziałek, 18 września 2017

Krem "czekoladowy"

Kilka tygodni temu dałam się ponieść wszechobecnej "modzie" i kupiłam swoje pierwsze opakowanie karobu.  Świat wegańsko-wegetariańsko-bezglutenowy oszalał na jego punkcie już jakiś czas temu, więc stwierdziłam, że wypadałoby w końcu uzupełnić wiedzę i nauczyć się z niego korzystać w kuchni. Oczywiście jadłam już dania z użyciem karobu, ale nigdy sama ich nie robiłam. Tak jak zazwyczaj przepisy pojawiają się tutaj bez żadnego opisu, tak teraz postanowiłam napisać kilka słów na temat karobu, bo moje odczucia są mieszane. Zacznę może od tego, co to takiego ten karob i o co całe zamieszanie. To gatunek drzewa występującego w obszarze Morza Śródziemnomorskiego. Ze strączków drzewa karobu wytwarza się proszek karobowy albo melasę karobową. Karob bardzo przypomina kakao i w ostatnim czasie stał się jego "modnym" zamiennikiem.  Ma tak samo intensywny kolor i podobną konsystencję. Prawie każdy człowiek nieświadomie ma z tym pozornie obcym produktem do czynienia na co dzień, bo wykorzystywany jest często do barwienia pieczywa. Czym różni się karob od kakao? Karob nie ma w składzie kofeiny i jest o wiele bezpieczniejszy dla alergików. W przeciwieństwie do gorzkiego kakao jest naturalnym słodzikiem, ma też mniej kalorii, tłuszczu i trzy razy więcej wapnia. Na korzyść kakao przemawia jednak to, że jest bardzo bogate w magnez, zawiera więcej potasu i o wiele mniej cukrów, niż karob. Smakowo i "kolorowo" funkcję spełniają niemalże tak samo dobrze. Plusem karobu jest to, że jego wartość kaloryczna jest mniejsza i zdecydowanie lepiej nadaje się dla osób na diecie. Każdej potrawie z jego użyciem nadaje jednak lekko słodki posmak, co może przeszkadzać przy daniach wytrawnych i z tej perspektywy wydaje mi się, że kakao jest bardziej uniwersalne. Kieruję się zasadą, że kuchnia musi być różnorodna i ciekawa, dlatego karob pojawi się tu pewnie jeszcze nie raz, ale w mojej kuchennej szufladzie nigdy nie zabraknie dobrego, klasycznego kakao.


Mus "czekoladowy":

2 banany
5 łyżek ugotowanej kaszy jaglanej 
2 łyżeczki karobu
Opcjonalnie: 2 łyżki wody albo mleka kokosowego, jeśli kasza jaglana będzie się ciężko blendować 

Banana rozdrabniamy widelcem w misce, dodajemy do tego kaszę jaglaną i dwie łyżki wody i 2 łyżeczki karobu. Zmiksować wszystko w blenderze na gładką masę. Mus najlepiej smakuje z kwaśnymi owocami typu borówki, granat albo kiwi. Smacznego! 

sobota, 16 września 2017

Buraczano-fasolowe burgery


Burger: 
(na 8 kotletów)

170g ugotowanych buraczków (kupiłam już odgotowane, z Lidla)
200g czerwonej fasoli ugotowanej (można użyć z puszki)  
2 łyżeczki suszonego tymianku
Sok wyciśnięty z połówki cytryny 
Szczypta soli, pieprzu cytrynowego 
1 jajko
Mąka kukurydziana albo bułka tarta do zagęszczenia 

Na burgery: po jednej dużej bułce grahamce na każdy kotlet, hummus, ser grecki, kilka suszonych pomidorów, rukola, ziarna sezamu. 


Buraki trzemy na tarce na wiórki. Fasolę i wiórki odsączamy na sicie. Przekładamy do większej miski i rozgniatamy tłuczkiem (nie blenderem, masa nie ma być kremowa). Dodajemy sok z cytryny, sól, pieprz cytrynowy, wbijamy jajko, dodajemy mąkę albo bułkę tartą i mieszamy. Jeśli masa buraczano-fasolowa jest zbyt luźna, dosypujemy jeszcze trochę bułki/mąki. Formujemy kotlety i smażymy na niewielkiej ilości oliwy. Można je również upiec w piekarnik. Z gotowych kotletów składamy burgera: bułkę podpiekamy na suchej patelni, dół i górę smarujemy hummusem. Na dół bułki kładziemy kotleta, następnie ulubione dodatki (u mnie rukola, ser gracki, kiełki brokuła, suszony pomidor, czarny sezam). Smacznego! 

wtorek, 12 września 2017

Coconut mango lassi



Lassi:

1 duże, dojrzałe mango 
200ml greckiego jogurtu 
100ml mleka kokosowego
Szczypta mielonego kardamonu
Szczypta mielonej kurkumy

Mango obieramy ze skóry i odkrawamy miąższ od pestki. Miąższ przekładamy do blendera i miksujemy z jogurtem, mlekiem kokosowym i przyprawami (można rozcieńczyć wodą, jeśli wyjdzie zbyt gęste). Na zdrowie!